Szukaj według autora lub tytułu:

szukanie zaawansowane

DARMOWA WYSYŁKA
BRAKUJE: 65.00zł

nie masz książek w koszyku

karta książki

okładka
  • Tytuł oryginału: Big Sur and the Oranges of Hieronymus Bosch
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Robert Sudół
  • Oprawa: broszurowa
  • Format: 145 × 235 mm
  • ISBN: 83-88459-54-6
  • Data wydania: kwiecień 2003
  • Ilość stron: 388

nakład wyczerpany

Henry Miller

Big Sur i pomarańcze Hieronima Boscha

W słynnym tryptyku Hieronima Boscha "Tysiącletnie królestwo" pomarańcze i inne owoce są symbolem rajskich rozkoszy. Stąd wziął się tytuł jednej z najbardziej urzekających książek Henry'ego Millera; wydana po raz pierwszy w 1957 roku, opowiada o życiu pisarza w Big Sur, regionie na kalifornijskim wybrzeżu, dokąd przybył w 1944 roku. Big Sur i pomarańcze Hieronima Boscha to portret miejsca - jednego z najbarwniejszych w Stanach Zjednoczonych - oraz niezwykłych ludzi, których Miller tam poznał: pisarzy (także takich, którzy nic nie napisali), mistyków poszukujących prawdy w medytacji (wśród nich twardo stąpających po ziemi osobników, których pociągały kult seksu i sława), dojrzałych dzieci i niewinnych dorosłych, geniuszy, dziwaków oraz tych, których zaklasyfikować niepodobna, jak choćby Conrada Moricanda, czyli "Diabła w Raju" - jednej z najwspanialszych postaci nakreślonych przez Millera. Pisarstwo Henry'ego Millera cechuje zaraźliwa pogoda ducha i niegasnąca energia. Miał on wyrafinowany zmysł komediowy. Jednak Big Sur to także książka poważna - testament wolnego ducha, który wyłamywał się z ograniczeń i konwencji współczesnego życia, by we własnym wnętrzu znaleźć swoisty raj.

Fragment książki

pokaż

Tony jest nieodrodnym synem swego ojca, który woli zostawić samochód na szosie i iść pieszo do najbliższego miasta niż uwalać ręce smarem. Tak naprawdę nie chodzi o uwalanie rąk... Rzecz w tym, że ojciec Tony'ego z góry wie, iż nie potrafi naprawić niczego, zwłaszcza urządzeń mechanicznych.

Z kolei trzej chłopcy Lopezów umieją naprawić wszystko, dosłownie wszystko. Nauczyli się dostosowywać do rozmaitych okoliczności na długo przed tym, nim stali się dorośli. Od razu powiem, że rodzina Lopezów jest dla mnie rodziną wzorową. Ojciec z pochodzenia Meksykanin, to jeden z tych licho opłacanych pracowników, których każdy, kto ma trochę oleju w głowie, chciałby za wszelką cenę zatrudnić u siebie. Matka jest matką w pełnym tego słowa znaczeniu. Przywieźli ze sobą z Meksyku bezcenne wartości, których Amerykanie nie doceniają i które bezecnie wyzyskują: cierpliwość, czułość, szacunek, cześć, delikatność, pokorę, wyrozumiałość i bezmiar miłości. Dzieci Lopezów odziedziczyły przymioty po rodzicach. Ogółem jest ich czworo, trzech chłopców, z których dwaj są identycznymi bliźniakami, i dziewczynka, najstarsza z rodzeństwa. Żyją razem jak jedna wielka rodzina. Niemal jak święta rodzina, powinienem dodać. W ich wypadku słowo "rodzina" naprawdę coś znaczy. Nic im nie zagraża od środka i prawdopodobnie nic by im nie zagroziło z zewnątrz. Niemniej ciężko się Lopezom żyje w "krainie wolności i męstwa", jak to większości Meksykanów. Zaskarbili sobie jednak miłość i szacunek wszystkich, którzy ich znają i którzy widzą, jak walczą o swój byt.

Gdy któraś z naszych matek, nie mogących usiedzieć na miejscu, chce podrzucić komuś swe dziecko na dzień, dobę, tydzień albo i miesiąc, niezawodnie zapuka do drzwi Lopezów. Rosa Lopez nigdy nie odmawia. Nie zna słowa "nie". Si, señora! - mówi i wpuszcza dziecko do swej zagrody, jakby było jej własnym. A tam, w schludnej ciasnej chacie, którą zwą swym domem, amerykańskie dziecko być może po raz pierwszy w życiu zobaczy obrazek Madonny, kadzidło zapalone przed krucyfiksem i różaniec wiszący na gwoździu wbitym w ścianę. Być może po raz pierwszy w życiu zobaczy, jak dorosły składa dłonie w modlitwie, spuszcza oczy i powtarza pacierze. Nie jestem katolikiem; nie mam zrozumienia dla maskarady i fanfaronady, które idą w parze z katolicyzmem. Ale mam głęboki szacunek dla rodziny Lopezów, którzy są gorliwymi, pobożnymi katolikami. Kiedy ich odwiedzam, czuję się tak, jak człowiek powinien się czuć po wyjściu z kościoła. Czuję się, jak gdyby Bóg objawił mi swą obecność. I choć jestem przeciw różańcom, krucyfiksom, ikonom i wizerunkom Madonny, twierdzę, że dobrze się dzieje, iż w Big Sur jest jedna rodzina, gdzie te atrybuty wiary są obecne i dają świadectwo, jakie dawać powinny.

Chłopcy Lopezów to niepoprawni nicponie; są też niepoprawnie szczęśliwi, pełni wigoru i pomocni w domu. Nie ma w nich śladu zła, nikczemnych zamiarów czy wulgarności. W Ameryce zwykle tak się dzieje, że dzieci z cudzoziemskich rodzin, zwłaszcza z biednych cudzoziemskich rodzin, przychodzą na świat jakby z ukształtowanym już smakiem, wrażliwością, inwencją, których na ogół brak dzieciom Amerykanów. Chłopcy Lopezów mają coś jeszcze. Nazwałbym to rycerskością. Gdy zmuszeni są bawić się z dziećmi młodszymi od siebie, opiekują się nimi rzetelniej niż gdyby to robiła osoba dorosła. Szczególnie cenię u nich to, że mimo wszystko w zabawie wykazują twardość i ostrość: cechuje ich wrodzona - zdawałoby się - witalność i zmysł gry. Nigdy nie widać, by płakali czy się skarżyli. W wieku pięciu, sześciu lat mali Lopezowie byli już mężczyznami. Ich siostra zaś, Rosita, stała się małą matką, odkąd nauczyła się chodzić.

Jako pracownik najemny, konkretnie ogrodnik, señor Lopez nigdy nie mógł sobie pozwolić na kupowanie drogich zabawek. Był aż nadto wdzięczny, że pociechy rosną zdrowo. Kochał bardzo swoje dzieci i umiał z nimi odpowiednio postępować - delikatnie, ale stanowczo. Jego żonie, Rosie, niemal dnia nie starczało na wszystkie domowe zajęcia. Nie mieli w domu nawet tych wygód, które najbiedniejsi Amerykanie uważają za niezbędne. (Używam czasu przeszłego, bo mówię o ich życiu w Krenkel Corners w czasach, gdy na nas również ciążył grzech nadużywania dobroci Rosy). Nie, rodzina Lopezów nigdy nie zasmakowała żadnych luksusów. Uważali się za szczęśliwców, bo señor Lopez miał pracę - prawdopodobnie do końca życia.

Czy dzieci cierpiały z powodu ograniczonych funduszy swych rodziców? Nie bardzo. Podobnie jak w Hiszpanii można napotkać najszczęśliwsze dzieci w całej Europie, mimo że chodzą w łachmanach, boso, nierzadko nago, na ogół brudne i wygłodniałe - częstokroć żebrzą w wieku trzech, czterech lat - tak samo w Big Sur, by ujrzeć ową radość i zadowolenie, spontaniczność i umiłowanie życia, trzeba pójść do domu najuboższej rodziny, do Lopezów. W książce poświęconej londyńskim grom ulicznym, zatytułowanej South Wind (Wiatr z południa), Norman Douglas unaocznia nam boleśnie, że najwięcej radości z zabawy czerpią i najbardziej pomysłowe są dzieci, które nie mają absolutnie żadnych zabawek. Z drugiej strony proszę spojrzeć na place zabaw budowane przy szkołach państwowych w wielkich miastach. Wydano miliony dolarów na najwymyślniejsze drabinki, a jednak biedne łobuziaki wyglądają jak skazańcy, którym kazano wyjść na wybieg - albo jak spętane demony, którym dano pół godziny, by siały zniszczenie.

Henry Miller

Henry Miller (1891-1980), amerykański pisarz, eseista, bez wątpienia należy do najwybitniejszych prozaików XX wieku. Urodził się w Nowym Jorku w dość zamożnej rodzinie niemieckich emigrantów. Nie ukończywszy studiów uniwersyteckich, rozpoczął dobrze zapowiadającą się karierę urzędniczą, którą porzucił dla literatury. W młodości pracował w różnych zawodach i wiele podróżował po Ameryce. Pierwszą książką o charakterze quasi- czy krypto-autobiograficznym Clipped Wings (Obcięte skrzydła, 1922) otworzył serię utworów szokujących przez długie lata amerykańską opinię literacką i czytelniczą. Wątki autobiograficzne splatają się w nich z anarchizującą filozofią życiową i drapieżnym, niemal ekshibicjonistycznie potraktowanym seksem. Nie mając możliwości publikowania w Stanach Zjednoczonych ze względu na cenzurę obyczajową, w 1930 roku wyjechał do Paryża, gdzie osiadł na dziesięć lat. Tam, wzorem innych przedstawicieli "straconego pokolenia", poznawał środowiska artystycznej bohemy, a także świat paryskiej ulicy. We Francji ukazała się też większość jego utworów. Największy rozgłos zyskała trylogia: Zwrotnik Raka (1934), Czarna wiosna (1936) i Zwrotnik Koziorożca (1939), będąca autobiograficzną kroniką przeżyć autora z okresu paryskiego oraz lat młodości w Ameryce.

Autobiograficzny charakter mają też dalsze utwory Millera, napisane już po powrocie do Ameryki, m.in. Świat seksu (1940), Kolos z Maroussi (1941), który jest peanem na cześć Grecji i wyznaniem duchowej więzi autora z jej kulturą, oraz dwa tomy wspaniałych esejów będących owocem podróży Millera po Ameryce: Klimatyzowany koszmar (1945), studium jałowości amerykańskiej zmechanizowanej cywilizacji, i Pamiętać, by pamiętać, żarliwy protest pisarza przeciwko wojnie. W 1944 roku Miller osiadł w malowniczej posiadłości w Big Sur w Kalifornii, gdzie powstała jego druga słynna trylogia Różoukrzyżowanie, w której odtwarza własne przeżycia z okresu przed pobytem w Paryżu. Trylogia ta, obejmująca tomy Sexus (1949), Plexus (1953) i Nexus (1961) i należąca dziś do klasyki literatury światowej, zwłaszcza zaś przesycony erotyzmem Sexus, utwierdziła swego czasu reputację Millera jako pisarza-skandalisty, czego dowodem jest fakt, że aż do 1962 roku większość jego książek nie mogła się ukazać w Stanach Zjednoczonych.

Późniejsze lata przyniosły jeszcze kilka ważnych książek, m.in. zbiór znakomitych opowiadań Noce miłości i śmiechu (1955), powieść-tryptyk Big Sur i pomarańcze Hieronymusa Boscha (1958) czy utwór sceniczny Just Wild About Harry (Do szaleństwa kocham Harry'ego, 1963). Miller pozostawił też po sobie bogatą spuściznę epistolograficzną - był bowiem maniakiem pisania listów - a uporządkowane zbiory jego korespondencji z Blaise'em Cendrarsem i Lawrence'em Durrellem są nie tylko literackim dokumentem epoki, lecz także żywym zapisem rozwoju niezwykłej osobowości twórczej.

Dziś obyczajowe prowokacje Millera nie wzbudzają już tak wielkich emocji, niemniej na zawsze jego twórczość pozostanie symbolem literackiego buntu, twórczej anarchii, wyzwolenia z oków zakłamanej mieszczańskiej etyki. Jego pisarskie nowatorstwo polega nie tylko na przełamaniu barier obyczajowych, łamaniu ograniczeń i konwencji językowych, stylistycznych i kompozycyjnych, lecz przede wszystkim na podniesieniu kolokwializmów i potocznego języka do rangi zjawiska literackiego w myśl zasady adekwatności słowa do tego, co ono wyraża. Niezwykła swoboda, z jaką Miller łączy naturalizm opisów, surrealistyczne wizje senne, brutalizmy i prozaizmy z wyszukaną, uwzniośloną retoryką, przydają jego pisarstwu ogromnej emocjonalnej i intelektualnej spontaniczności.

Miller żył na miarę swoich książek - z pasją, rozmachem, entuzjazmem. Wiele podróżował, kochał życie i wielbił kobiety, miał pięć żon i przeżył wiele burzliwych romansów. Co najcenniejsze, swoje bogate doświadczenia i przemyślenia potrafił przetworzyć w fascynującą fikcję powieściową.

Z tą książką zamawiano również:

Cena: 22.50 zł

Cena: 25.00 zł

Cena: 37.80 zł

Cena: 42.00 zł

Cena: 29.70 zł

Cena: 33.00 zł

Cena: 26.91 zł

Cena: 29.90 zł

Działy i serie