Szukaj według autora lub tytułu:

szukanie zaawansowane

DARMOWA WYSYŁKA
BRAKUJE: 65.00zł

nie masz książek w koszyku

karta książki

okładka
  • Tytuł oryginału: Le Vide et le Plein. Carnets du Japon
  • Język oryginału: francuski
  • Przekład: Krystyna Arustowicz, przedmowa: Grégory Leroy
  • Oprawa: broszurowa
  • Format: 145 × 235 mm
  • ISBN: 83-7392-101-X
  • Data wydania: maj 2005
  • Ilość stron: 168

Cena: 22.50 zł

Cena: 25.00 zł

Nicolas Bouvier

Pustka i pełnia. Zapiski z Japonii 1964-1970

 

Nieopublikowane za życia autora notatki z podróży do Japonii, które pozwalają zapoznać się z żywymi, barwnymi, wzruszającymi spostrzeżeniami, odznaczającymi się niezwykłą wprost przenikliwością. Zapiski dotyczą głównie drugiej podróży w 1964 roku, ale odnajdziemy tu również nawiązania do pobytu z roku 1956, a także do trzeciej podróży w 1970 roku z okazji Wystawy Światowej w Osace. Migawki, ulotne obrazy z życia codziennego, chwil spędzanych z żoną Éliane, narodzin drugiego syna przeplatają się z rozważaniami na temat japońskiej literatury, polityki, religii.

Bouvier odwołuje się często do innych kultur, zwłaszcza europejskiej, porównuje je z mentalnością japońską. Tytułową "pustkę" można odnieść do luksusu, komfortu i przestrzeni dostępnych na japońskiej wsi, praktykowania zenu, a także maksymy "świat jest pustką, pustka jest światem", "pełnię" zaś do przeludnionych miast, ludzkich tłumów. Styl Bouviera to przede wszystkim szczególna właściwość spojrzenia, precyzyjne kreski miniaturzysty, jedyna w swoim rodzaju umiejętność uchwycenia fragmentów wieczności przez pryzmat jakiejś scenki, przypadkowego spotkania. Pustka i pełnia to cenny rozdział w twórczości Bouviera, w którym otwiera się on może bardziej niż gdziekolwiek indziej.

Fragment książki

pokaż

Tym, co wzrusza w nielicznych pismach dawnych chińskich mistrzów zen, jest jednoczesna i nieustanna obecność wszystkiego: w samym środku mroźnej zimy myśl o wiośnie tak cieszy jednego z nich, że "łamie kij na obumarłych pniach". Podróżny zasługujący na to miano powinien mieć na tyle wizjonerską wyobraźnię, by zlokalizować zalety chwilowo nieobecne, wywęszyć bryłkę złota, wirtualne dobro, pstrąga pod lodem. Powinien więc zaradzić nie tylko swojej własnej nieudolności, lecz także chwilowym niedostatkom tego, co obserwuje. Postawa ta nie wynika zresztą z optymizmu w stylu Panglossa, ale z dobrze rozumianej oszczędności, ponieważ życie jest krótkie, a więcej korzyści przynosi studiowanie cech dodatnich niż ich przeciwieństw.

Byłoby to bardzo użyteczne w Japonii - kraju, który wydaje nam się najeżony posępnymi odmowami i zamknięty jak ostryga. Wtedy nie wiemy, co w nim robić, ani nawet, co w nim robimy. Odrobina tego popłochu przebija z głupawej i trochę nieprzytomnej donżuanerii, jaką popisują się tutaj niektórzy ludzie Zachodu - stateczni ojcowie nagle przybierający pozę Romea - bo gdy pójdą do łóżka z kobietą, choćby opłacaną, mają mściwe poczucie, że wdzierają się do tego kraju, który się nie chce otworzyć. Trzeba potem posłuchać, jak mówią o swoich podbojach: wrażenie przygnębiające. Ale w tych fanfaronadach znajdują wyraz i upust samotność, wiele rozczarowań i straconych złudzeń. Do Japonii nie należy przywozić przewrażliwionej duszy.

W Europie, niestety, nie jesteśmy wcale inteligentniejsi niż ci, co żyją gdzie indziej; mimo wszystko pojęcie, jakie sobie wyrobili o głupocie cudzoziemca niektórzy sprzedawcy z Kioto, jest zgoła obelżywe. W starej księgarni w Marutama-chi księgarz, by mnie dodatkowo zachęcić, zapewnia, że mapa Edo - połowę zajmuje morze - jest mapą Kioto! Ponieważ mi się podobała, i tak ją kupiłem; mogłem mu ją ukraść, co niechybnie bym zrobił, ale za bardzo mnie pilnował. Trzeba przejść twardą szkołę: czego nie lubiłem tutaj za pierwszym razem, teraz nienawidzę. To, co polubiłem, liczę, że polubię jeszcze bardziej.

Wczoraj po południu pomogłem pewnemu francuskiemu podróżnikowi sfotografować pornosy w herbaciarni w Gion. Młoda szefowa "Caffe-Jazz", bardzo zakochana w podróżniku, o którym mowa, wydębiła te materiały od pewnego księgarza pod pretekstem sprzedaży i wydaje się, że chciałaby je jak najszybciej odnieść. Gość zrobił fotografie w błyskawicznym tempie, wśród śmiechów i w pięknym świetle zachodzącego słońca, podczas gdy dziewczyna, klęcząc na tatami, prasowała żelazkiem na węgiel drzewny niektóre z tych malunków na jedwabiu - podszewki dawnych kimon gejsz, jeszcze poplamione spermą - aby nadać im lepszy wygląd. Wesołość w dobrym tonie, wreszcie popołudnie w atmosferze lekkiej i ożywionej, i ten rodzaj kobiet nieco rozpustnych, nieco zgorzkniałych i swobodnych, które dają odpocząć swym wielkim melancholijnym cipom i które widzi się, jak mozolnie sprawdzają rachunki w kawiarniach literackich lub szepczą z zagubionym wzrokiem: / love you hate, do spodka, który nie odpowiada. Co do drzeworytów - epoka Toku-gawa, paru dobrych mistrzów - bardziej niż z erotyzmem w sensie, w jakim my go rozumiemy, mamy tu do czynienia z mieszaniną groteski i przyrodoznawstwa. Bez żadnego estetyzmu ani zahamowań. Gra ogromnych narządów przedstawionych bez osłonek, głupie, zaaferowane, błogie miny partnerów. Żadnej frywolności, żadnego posmaku zakazanego owocu: spotkanie buraka i kapusty włoskiej, ot co! To wszystko nie dla mnie.

Wczoraj wieczorem, wracając ze świątyni Chion'in, gdzie wszystkie stragany były już zwinięte, a młody mnich w białej szacie wybierał zawartość pni umieszczonych przed ka- mi*1 i krążył po alejkach w strumieniach deszczu, dźwigając ciężki worek monet, natknąłem się na pijaka, który kolebał się na krawężniku oślepiony światłami ciężarówek. Uczepił się mnie i omal nie przewrócił na ziemię. Po to tylko, by poprosić o ogień. Dopiero czwarta próba się powiodła. Odszedł w ciemność, już to potykając się, już to na czworakach - duża blada twarz spuchnięta od alkoholu - szukając monet rozsypanych na szosie i wołając: / love you!

Literatura

Pisarstwo rodzi się z iluzji: iluzji, że jestem lepszy od siebie samego, bardziej przenikliwy, szlachetny i wrażliwy. Także z iluzji, że potrafię pisać. Kiedy utrzymuje się ona dość długo - jak wywoływacz doprowadzony do odpowiedniej temperatury - staje się rzeczywistością. Pisanie to mój teatr i nawet jeśli nie zawsze wiem, jak zaczyna się sztuka, wiem przynajmniej, że kończy się dobrze. Ilekroć coś mi przeszkadza, to jakby zapalano światła, jakby widzowie wstawali i hałaśliwie wychodzili, zanim jakiekolwiek znaczące i doniosłe zdanie padło ze sceny.

Tak więc iluzja odgrywa w moim życiu pewną rolę: jest to jedna z wielu sprężyn, plebejuszowska odmiana aktu wiary, do którego nie zawsze czujemy się zdolni. Istnieje swoisty związek między złudzeniem a uwzniośleniem istoty ludzkiej, przy czym często jedno umożliwia drugie.

Marzec (ciąg dalszy)

Niebo nie jest lichwiarzem, ale wiem, że zażąda ode mnie rozliczeń za każdy dzień spędzony w tym spokoju, wśród tych wielkich drzew, w tej przestrzeni, najwyższym luksusie Japonii. Jeśli nie udaje mi się tu pracować tak wydajnie, jak bym miał ochotę, to znaczy, że pociąg do nieszczęścia zdominował we mnie wszelkie inne namiętności. Tutaj co drugi człowiek nosi ze sobą swój bagaż melancholii, chandry i nudy, więc trzeba podwoić witalność i czujność, aby się nie zarazić tą atmosferą. Japonia jest zresztą królestwem wszelkich środków "uspokajających" i "rozweselających", które połyka się pod byle pretekstem. Oczywiście żaden kraj nie ma monopolu na niepokój, ale tutaj istnieje specyficzna postać trudności życia, jakaś uogólniona nerwica, której przyczyn należy upatrywać w socjologii, a nie w skłonnościach osobniczych.

Nicolas Bouvier

Nicolas Bouvier (1929-1998), pisarz szwajcarski, uchodzący za jednego z najlepszych autorów w swoim kraju. Po studiach prawniczych i literackich poświęcił się podróżom. Wszystkie książki, które napisał, inspirowane są pobytami w odległych zakątkach świata; od relacji pośpiesznych globtroterów, epatujących swych słuchaczy lub czytelników egzotyką, "zaliczających" zabytki i lokalne atrakcje, dzieli je cała przepaść. Na tle piśmiennictwa tego typu twórczość Bouviera zajmuje miejsce szczególne: relacja faktograficzna, choć sama w sobie ciekawa i barwna, wzbogacona jest zawsze o wnikliwą obserwację i filozoficzną refleksję, sama podróż zaś - będąca zarazem podróżą w głąb ludzkiej duszy - traktowana jest jako zajęcie badawcze lub jako rodzaj twórczej inspiracji. Jego książki można śmiało przyrównać do dzieł Hermanna Hessego, Stanisława Vincenza czy genialnych wizjonerów kina: Wernera Herzoga i Andrieja Tarkowskiego. Wszystkie one, każda na swój niepowtarzalny sposób, odzwierciedlają uniwersalną Magellanowską formułę: navigare necesse est; ku pożytkowi zaś wytrawnego czytelnika przybiera ona inną postać: narrare necesse est.

Z tą książką zamawiano również:

Cena: 19.80 zł

Cena: 22.00 zł

Cena: 14.40 zł

Cena: 16.00 zł

Cena: 15.30 zł

Cena: 17.00 zł

Działy i serie