Szukaj według autora lub tytułu:

szukanie zaawansowane

DARMOWA WYSYŁKA
BRAKUJE: 65.00zł

nie masz książek w koszyku

karta książki

okładka
  • Tytuł oryginału: Samurai William
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Michał Kłobukowski
  • Oprawa: broszurowa
  • Format: 145 × 235 mm
  • ISBN: 83-7392-068-4
  • Data wydania: październik 2004
  • Ilość stron: 328

Cena: 37.35 zł

Cena: 41.50 zł

Giles Milton

Samuraj William

W roku 1612 - pisze znakomity historyk epoki elżbietańskiej, Alfred Leslie Rowse - angielski statek o nazwie "Clove" zawinął do wybrzeży Japonii, gdzie bezpieczny i dostatni żywot wiódł pilot Will Adams. Po desperackiej wyprawie Holendrów przez Pacyfik znalazł się tam w roku 1600 w strasznych tarapatach. Lecz jako świetny żeglarz i budowniczy statków zaskarbił sobie łaski szoguna - budował dlań statki wzorowane na zachodnich, a także nauczył go podstaw geometrii i matematyki. W zamian zyskał posiadłość, licznych poddanych i żonę (choć rodzinę i żonę miał też w Anglii). Wzbraniano mu jednak powrotu, a gdy wreszcie nadpłynął "Clove", by nawiązać wymianę handlową, Adams nie chciał już wracać.

Ciąg dalszy znamy z powieści Jamesa Clavella Szogun, a także z filmu nakręconego w 1981 roku przez Jerry'ego Londona. Giles Milton opowiada jednak, jak się to rozegrało naprawdę, a jego opowieść rozrasta się w pasjonującą panoramę przełomowych czasów europejskiego podboju świata - podboju, który w Japonii skończył się klęską, być może za sprawą kapitana Williama Adamsa. Ta baśniowa, lecz autentyczna historia jest jednym z najbardziej wymownych epizodów epoki wielkich odkryć. Prosty, choć świadom tajników nawigacji żeglarz z podlondyńskiego Limehouse zdobył sobie szacunek największego bodaj z władców nowożytnej Japonii, Tokugawy Ieyasu. Pamięć owego żeglarza po dziś dzień czci się w Japonii, a jego grobowiec wciąż stoi na wzgórzu nad portem Yokosuka.

W swym znakomitym reportażu historycznym Milton wykorzystuje niepublikowane nigdy, a nawet nieznane świadectwa angielskie, portugalskie, holenderskie, przede wszystkim zaś - po raz pierwszy - japońskie. Oddając głos fascynującym relacjom, autor stawia nas w samym sercu zderzenia kultur. Wyłania się z nich obraz ówczesnej Europy, rozdzieranej przez religijne, feudalne i gospodarcze antagonizmy, śmiertelnie skłóconej w obliczu majestatycznej, zagadkowej Japonii. Wyłania się też zgoła szokująca kolekcja typów - by nie rzec typków - stanowiących forpocztę europejskiej ekspansji. Na szczęście sam Adams (w filmie Szogun grał go Richard Chamberlain) i monumentalny Tokugawa (w tej roli wystąpił Toshiro Mifune) przywracają wiarę w człowieczeństwo. Giles Milton daleki jest od moralizowania, ale wnioski nasuwają się same. Bezprzykładna porażka portugalskich misjonarzy, nad którą deliberował u nas sam ksiądz Skarga, samobójcza pazerność Hiszpanów, wreszcie upadek handlu angielskiego z Japonią dziś jeszcze mogą dostarczyć tematów do przemyśleń.

 

Fragment książki

pokaż

Adams przestał prowadzić notatki, pozostali także zamilkli. Byli zbyt osłabieni lub chorzy, żeby wodzić gęsim piórem po papierze. Pod koniec marca w ich polu widzenia znalazła się wyspa Una Colonna - zapewne jedna z niegościnnych wysp Bonin - "i wielu naszych wonczas znów zachorzało". Obsadzenie szalupy i dopłynięcie do tego jałowego skrawka ziemi okazało się zadaniem ponad siły: już cztery miesiące i dwadzieścia dwa dni płynęli przez Pacyfik i nawet Adams był bliski rozpaczy. Nie wątpił, że jeżeli w ciągu tygodnia nie dotrą do stałego lądu, czeka ich niechybna śmierć.

I oto dwunastego kwietnia 1600 roku, ponad dwadzieścia miesięcy od wyruszenia z Rotterdamu, ujrzał tuż po przebudzeniu widok nieomal mistyczny. Wzdłuż horyzontu ciągnęła się ciemnofiołkowa smuga, w miarę upływu godzin coraz wyraźniejsza. Zwołał swoich ludzi; chorych wyrwał z odrętwienia i wyniósł na pokład. Zrazu oczom nie wierzył, lecz wkrótce przekonał się, że statek naprawdę zbliża się do celu.

Wiatry, od tak dawna przeciwne, nagle zmieniły kierunek i popchnęły "Liefde" w stronę lądu. Brzeg rysował się coraz wyraźniej, aż wreszcie ukazały się urwiska, drzewa i duże skupisko świątyń. "I tak oto bezpiecznie kotwicęśmy rzucili, milę jaką od osady Bungiem zwanej". William Adams dotarł do Japonii prawie sześćdziesiąt lat później niż Pinto, ale wylądował akurat w tej samej zatoce.

Rozdział czwarty

W IMIĘ OJCA

Załoga "Liefde" była zbyt osłabiona, żeby dopłynąć szalupą do brzegu. Marynarzy nękał szkorbut i dyzenteria, a z niedożywienia łamało ich w kościach. Z dwudziestu czterech ludzi wciąż jeszcze żywych większość nie miała siły wstać, a niektórzy byli o krok od śmierci. "Oprócz mnie co najwyżej sześciu - pisze Adams - mogło ustać na nogach". Ujrzawszy zbliżającą się do statku grupę Japończyków o groźnym wyglądzie, nawigator natychmiast zrozumiał, że wszelki opór byłby daremny, bo nikt z załogi nie ma siły nabić muszkietu. "Dopuściliśmy ich na pokład, bronić się niezdolni".

Japończycy, którzy wtargnęli na statek, w niczym nie przypominali "barbarzyńców" ani "dzikusów", z jakimi Adams i jego ludzie dotychczas się stykali. Owi groźni wojownicy -niedużego wzrostu, lecz krzepkiej budowy - byli zarazem wytwornie odziani i z nienaganną starannością uczesani. Gdy wspięli się po burcie i weszli na pokład, zaprezentowali się wcale szykownie. Adams nie miał okazji zapisać swoich pierwszych wrażeń, lecz inni cudzoziemcy tuż po przybyciu do Japonii zazwyczaj czuli, że ubrani są nie dość elegancko w porównaniu z gospodarzami. Owi ekscentryczni Azjaci pedantycznie golili włosy nad czołem, odsłaniając lśniącą łysinę, resztę zaś wiązali na karku w długi i bujny koński ogon, namaszczali wonnym olejkiem i zwijali w kok. Ubierali się w szaty z najlepszych jedwabi ,,krojem szlafrokom podobne", a u boku nosili przerażające miecze o zakrzywionej klindze, tak ostre, że można było nimi przeciąć kość. Załoga "Liefde" miała dużo szczęścia, bo przy tej akurat okazji broń ta pozostała w pochwach. Przybysze nie zdradzali najmniejszego zainteresowania Adamsem ani jego ludźmi. Chorych, którzy jęczeli, leżąc na pokładzie, także ignorowali. "Krzywdy nie wyrządzili nam nijakiej - pisze Adams - lecz skradli wszytko, co jeno skraść się dało". Plądrowanie to przeprowadzone zostało w sposób systematyczny, ze sporą dozą pedanterii. Rabusie dokładnie zrewidowali statek, rekwirując wszystko, co im najbardziej przypadło do gustu. "Wszytko pobrali - pisze Adams - ...a co tylo dobre było lub warte zabrania, ze sobą unieśli". Najbardziej ubolewał nad tym, że stracił cały komplet map i instrumentów nawigacyjnych - swoje narzędzia pracy. Tylko jego ukochanej mapy świata, którą ukrył w kajucie kapitańskiej, szabrownikom nie udało się odnaleźć.

Rozpaczliwie usiłował z nimi się porozumieć, żeby poprosić o żywność i świeżą wodę. Próbował przemówić po holendersku i po portugalsku, bo obydwoma tymi językami w miarę biegle władał, lecz intruzi patrzyli na niego obojętnie i odszczekiwali coś po japońsku. W końcu zaniechał prób porozumienia, "ile że żadna strona ni w ząb nie pojmowała, co rzecze druga". Jedyne słowo, jakie zdołał zrozumieć, brzmiało "Bungo": była to nazwa lenna, u którego brzegów on i jego ludzie zakończyli męczeńską wędrówkę.

W Bungo dużo się zmieniło przez prawie sześćdziesiąt lat, jakie minęły od chwili, gdy przybył tam Pinto. Otomo Yoshiaki dawno już nie żył, jego zaś rodzinę spotkało wiele nieszczęść, a także klęsk na bitewnych polach. Lenno nie istniało już w swojej niegdysiejszej postaci, podzielono je bowiem między zwaśnione książątka. Wojna była stanem chronicznym, a przemoc - stylem życia. Tym razem jednak do Adamsa uśmiechnęło się szczęście. Miejscowego herszta, pod którego władzą pozostawał ten akurat odcinek wybrzeża, zaintrygowała wiadomość o przybyciu "Liefde". Kiedy doniesiono mu o splądrowaniu statku, nakazał przywrócić dyscyplinę i poniewczasie "wysłał żołnierzy na pokład, iżby pod ich strażą kupcom dóbr nijakich nie złupiono". Część wyszabrowanych towarów zwrócono prawowitym właścicielom, a winowajców ukarano.

Miejscowy herszt zdawał też sobie sprawę, że statek - nieomal wrak - nie może pozostać zakotwiczony z dala od brzegu, gdzie jego zbutwiała konstrukcja zdana byłaby na łaskę wiatrów i fal. Trzy dni po przybyciu do Japonii "statek nasz do zacnego portu wholowano, iżby czekał tam, aż póki naczelny król wyspy całej nie zasięgnie o nas nowiny i wola jego względem dalszych losów naszych jawną się nie stanie". Adamsa i jego ludzi zaczęto nagle traktować bardzo życzliwie. Przydzielono im domek tuż nad morzem, "gdzieśmy wszytkie nasze chore złożyli i wszelką potrzebną strawę otrzymali". Dla niektórych świeże owoce i czysta woda pojawiły się za późno. Trzej najsłabsi zmarli wkrótce po przeniesieniu na ląd, a kilku innych nie mogło jeść, zbyt bowiem byli chorzy. "Długo leżeli, schorzali bardzo - pisze Adams - i w końcu takoż pomarli". Osiemnastu ocalałych członków załogi ze zdumiewającą szybkością wyzdrowiało. Niebawem zaczęli winszować sobie nawzajem, że wyszli cało z tak okropnych tarapatów. Po nieopisanie ciężkiej podróży na drugi koniec świata życzliwie ich tam przyjęto.

Tak im się przynajmniej zdawało.

Giles Milton

Giles Milton, urodzony w 1966 roku angielski pisarz i publicysta, absolwent uniwersytetu w Bristolu, jest wybitnym znawcą historii podróży i wielkich odkryć geograficznych. Jest autorem wielu książek poświęconych tej tematyce, m.in. The Riddle and the Knight, Nathaniel’s Nutmeg, Big Chief Elisabeth i Samuraj William (Noir sur Blanc, 2004). Oprócz reportaży historycznych napisał też arcyciekawą powieść Nos Edwarda Trencoma (Noir sur Blanc, 2011). Współpracuje z kilkoma gazetami i czasopismami, zarówno w Anglii, jak i za granicą.

Z tą książką zamawiano również:

Cena: 19.80 zł

Cena: 22.00 zł

Cena: 22.68 zł

Cena: 25.20 zł

Cena: 17.10 zł

Cena: 19.00 zł

Cena: 21.60 zł

Cena: 24.00 zł

Cena: 26.10 zł

Cena: 29.00 zł

Cena: 22.50 zł

Cena: 25.00 zł

Działy i serie