Szukaj według autora lub tytułu:

szukanie zaawansowane

DARMOWA WYSYŁKA
BRAKUJE: 65.00zł

nie masz książek w koszyku

karta książki

okładka
  • Tytuł oryginału: Les méditations d’un promeneur solitaire de la peinture. Entretiens avec Françoise Jaunin
  • Język oryginału: francuski
  • Przekład: Krzysztof Zabłocki
  • Oprawa: broszurowa
  • Format: 120 × 170 mm
  • ISBN: 83-7392-057-9
  • Data wydania: czerwiec 2004
  • Ilość stron: 140, wydanie ilustrowane czarno-białymi reprodukacjami rysunków i kolorowymi - obrazów

Cena: 25.20 zł

Cena: 28.00 zł

Françoise Jaunin

Samotny wędrowiec w krainie malarstwa

Rozmowy z Françoise Jaunin

Książka, którą przekazujemy Czytelnikom, stanowi zapis rozmów odbytych w malowniczej scenerii szwajcarskiej posiadłości artysty. Choć Balthus był zdeklarowanym przeciwnikiem wywiadów, Francoise Jaunin udało się go nakłonić do szczerych wypowiedzi na temat drogi twórczej, umiłowanych mistrzów, warsztatu malarskiego i metod pracy.

"Balthus nie nadużywa słów. Jeśli jest ironiczny lub złośliwy, to poprzez drobne, trafne ukłucia. Jeśli się z czegoś zwierza, to w dawkach nadzwyczaj małych. Jeśli roztrząsa swoje malarskie credo, to po to, by mówić nie o sobie, lecz o tych, których wybrał na mistrzów. Zresztą nie chodzi tutaj o ilość słów; rzecz w tym, aby nie wkraczać w sferę tajemnicy i pozostawić jak najwięcej samemu malarstwu". Autorka oprowadza czytelników po Grand Chalet, a także odkrywa przed nimi tajniki codziennych rytuałów Balthusa i jego żony, Setsuko, która "w samym sercu regionu Pays-d'Enhaut nadal nosi, z nieskończoną gracją, tradycyjne kimono".

 

Fragment książki

pokaż

Gdzie i jak, skoro było to na obrzeżu szlaków akademickich, nauczył się Pan rzemiosła malarza?

Pierre Bonnard, bliski przyjaciel rodziców, powiedział kiedyś ojcu: nade wszystko nie wysyłajcie go do akademii sztuki, bo tam by coś utracił. A zatem kształciłem się zupełnie sam. W istocie uczyłem się zawodu niczym mowy: starając się naśladować innych, przyglądając się pracy ojca i matki, słuchając rad Bonnarda, Maurice'a Denisa, a później jeszcze André Deraina. I pilnie uprawiając kopiowanie. W tamtych czasach młodzi malarze uważali Luwr za cmentarz. Natomiast ja chodziłem tam bezustannie. Wykonałem wiele kopii Poussina. Miałem wielką chęć wypytać go o technikę, o barwy... Później był Piero della Francesca: żeby go kopiować, udałem się do Arezzo. W sumie, biorąc pod uwagę wszystkie moje podróże i pobyty w Toskanii, musiałem tam spędzić dwa lata. Żeby przeżyć, chwytałem się najrozmaitszych zajęć: pomywacza we florenckiej restauracji, przewodnika turystów, tłumacza... Jednak w kościele Świętego Franciszka w Arezzo byłem zupełnie sam — towarzyszył mi tylko Piero ze swymi freskami. Były to magiczne chwile. W owym czasie nikt o nim nie mówił. Dopiero niedawno pojęto i uznano jego geniusz. Innym malarzem, z którym spędziłem wiele czasu, był Masaccio, poznałem jego dzieła w kaplicy Brancaccich w kościele Santa Maria del Carmine we Florencji. I pasjonował mnie malarz, o którym zupełnie się teraz nie mówi: Masolino da Panicale, współpracownik Masaccia, który położył podwaliny pod sztukę Piera della Francesca. Obcowanie z wszystkimi tymi dziełami nauczyło mnie bardzo wiele. I nie chodzi tu tylko o technikę, lecz także o wizję tych twórców i ich koncepcję malarstwa. Pamiętam, że na pięćdziesiąte urodziny Rilkego wykonałem kopię Poussina — był to Narcyz — z której byłem bardzo zadowolony. Niestety, nie zdążyłem już Rilkemu tego obrazu podarować. Miałem wtedy dziewiętnaście lat. Ta kopia zaginęła. Nie mam najmniejszego pojęcia, co mogło się z nią stać...

Były to więc nauki bardzo samotne.

Wiele rzeczy odkryłem sam kosztem niemałej ilości błędów i głupstw. Lecz w istocie nie byłem aż tak samotny. To prawda, że niekiedy nie śmiałem prosić o porady w sprawach „kuchni" i warsztatu — ani Bonnarda, ani Maurice'a Denisa, ani nawet ojca. Kiedy jednak przybyłem do Paryża, miałem szczęście poznać Anglika Billa Haytera, rytownika i malarza, który kierował pracownią na Montmartrze. Był to człowiek niezwykle życzliwy. W tamtych latach, dla mnie najtrudniejszych, bardzo wiele mi pomógł, dużo mnie nauczył, udzielał mi rad i wskazówek.

Od kiedy ma Pan uczucie anachronizmu, rozdźwięku epoka, która panu nie odpowiada?

Ależ od zawsze. Zawsze czułem się źle w czasach mi współczesnych, byłem jak gdybv poza moją epoką. Jako młodzieniec byłem nieufny i zbuntowany wobec współczesnego mi świata, do którego — miałem wrażenie — ani trochę nie przynależę. Czułem się również odrzucony przez ludzi. Jeżeli jest się „w rozdźwięku", to nie jest się akceptowanym. Nikt nawet nie chciał spojrzeć na prace Balthusa. Moje malarstwo nikogo nie interesowało. Podejrzewam zresztą, że to właśnie spowodowało, iż Picasso stanął w mojej obronie. Byłem jedynym, który nie usiłował malować jak Picasso. To go bardzo intrygowało i bawiło. Co dziwne, mam nawet wrażenie, iż moje malarstwo mu się podobało. W 1941 roku zakupił mój obraz Dzieci Blanchardów. Za sprawą darowizny Picassa na rzecz państwa francuskiego ten właśnie obraz jeszcze za życia wprowadził mnie do Luwru... Teraz, rzecz jasna, przeniesiony został do Muzeum Picassa. Tak czy owak, to dość zabawne, prawda?

 

Françoise Jaunin

Françoise Jaunin, krytyk sztuki i dziennikarka zajmująca się kulturą, stale współpracuje z lozańskim dziennikiem „24 Heures”, ze szwajcarską telewizją romańską (przy emisji programów kulturalnych), publikuje też artykuły w prasie specjalistycznej poświęconej sztuce (m.in. w « L'Oeil », « Voir », « Galeries-Magazines », « La Revue de la Céramique et du Verre », « Archimade », « Rendez-vous »). Jest autorka serii katalogów z wystaw i monografii znanych artystów szwajcarskich (m.in. Albert-E. Yersin, Jean-François Comment, René Auberjonois, architekta Alberta Sartorisa czy wydawcy wspaniałych książek o sztuce, Alberta Skiry).

Z tą książką zamawiano również:

Cena: 18.00 zł

Cena: 20.00 zł

Cena: 23.40 zł

Cena: 26.00 zł

chwilowo niedostępny

Działy i serie