Szukaj według autora lub tytułu:

szukanie zaawansowane

DARMOWA WYSYŁKA
BRAKUJE: 65.00zł

nie masz książek w koszyku

karta książki

okładka
  • Język oryginału: polski
  • Oprawa: broszurowa
  • Format: 145 × 235 mm
  • ISBN: 978-83-7392-231-0
  • Data wydania: marzec 2007
  • Ilość stron: 224

chwilowo niedostępny

Mariusz Wilk

Wilczy notes

Wilczy notes to pierwsza książka Mariusza Wilka o Rosji (ukazała się w 1998 r.). Dokładnie – o Sołowkach, wyspach na Morzu Białym. W carskiej Rosji zsyłano tam więźniów politycznych, ZSRR tę tradycję kontynuowało, tworząc na Sołowkach jeden ze sławniejszych gułagów. Dla Wilka Sołowki są kwintesencją Rosji. Tutaj można wzrokiem objąć procesy, które tam, w Rosji, zachodzą na ogromnych obszarach i dlatego są trudno uchwytne. Na Sołowkach widać Rosję w miniaturze, jak na dłoni: jest i władza, i cerkiew, i kultu­ra w muzeum, maleńki biznes i swojska mafijka, jest i szpi­tal, i szkoła muzyczna, i bycza ferma, i prywatne krowy, i przedsiębiorstwo leśne, i nieduża fabryczka agar-agaru, jest milicja i areszt, jeno sąd bywa rzadko, czasami przyla­tuje. (…) Tylko służby komunalne są w zaniku, za to nieźle rozwinięto kłusownictwo. Kipią wreszcie na Sołowkach namiętności damsko-męskie, trwają swary polityczne w bani, zaś le­gendarne ruskie pijaństwo przybrało apokaliptyczne roz­miary. Wystarczy więc usiąść na przyzbie domu, plecami się oprzeć o drewnianą ścianę, rozgrzaną wiosennym słoń­cem, myśli puścić, niechaj same się marszczą, i patrzeć, i słuchać, i milczeć.

Wilczy notes wydany po raz pierwszy w roku 1998 był swoistym wstrząsem – oto pojawił się ktoś, kto o Rosji mówi zupełnie inaczej, a przy tym wie, co mówi - ponieważ jest stamtąd. Oczywiście, można się z Wilkiem nie zgadzać, ale zawsze warto z nim podyskutować.

Fragment książki

pokaż

3

Śród dysydentów-kajdaniarzy byli zarówno wyznawcy starego obrzędu różnych odcieni, jak i sekciarze rozmaitej maści: chłysty, skopcy, szełaputy, pryguny, bieguny, pierduny... i nie lada wiedzy potrzeba, by się w tym wszyst­kim połapać. Ot, pierduny, dla przykładu, sekta założona przez Gawriłowa, mnicha z Athos, który nauczał, że to, co jemy, żywi diabła, żyjącego w nas, i jako formę oczyszcze­nia zalecał rytualne pierdzenie połączone z modlitwą... co współczesny francuski historyk Ingerflom odczytuje jako relikt kultu Peruna, łączący pierdy z gromami!

Lub chłysty, czyli „...samoistny wyraz ruskiego du­cha — jak czytamy w Encyklopedycznym słowniku pra­wosławnym — z jednej strony pod wpływem pogańskiej wiary naszych przodków, z drugiej pod naciskiem idei bogomilskich, rozprzestrzenionych u nas dzięki apokry­ficznej literaturze”. Literatura ta — dodajmy — przyszła na Ruś wraz z chrześcijaństwem (ikony, księgi, duchow­ni) z Ochrydy, patriarchatu bułgarskiego, zdominowanego w onym czasie przez herezję manichejską (bogomilców), która stamtąd przeniknęła na Zachód pod postacią patarenów, katarów i albigensow, na Rusi natomiast wiekami się tliła w... monastyrach. Dopiero reforma Nikona, likwidu­jąc stare księgi, wywołała kontrakcję i wywiodła herezję z cel klasztornych na świat. Nierzadko przy tym dochodziło do rozlewu krwi tudzież stosu. Sołowiecki monastyr jesz­cze osiem lat trwał na straży starego obrzędu, oblegany przez wojska carskie... A i potem, po zwycięstwie reformy, klasztory bywały zarzewiem niejednej herezji, zwłaszcza chłystowskiej. Solidny Kutiepow, autor Sekty chłystów i skopców, naliczył parę dziesiątków monastyrów, w tym kilkanaście moskiewskich, zarażonych chłystowszczyzną w XVIII wieku. Przypomnę, że początek sekcie dał Daniło Filippow, który w 1631 potopił księgi cerkiewne w Wołdze i dwanaście przykazań ogłosił. Pierwsze z nich brzmiało: „Jam jest Bóg, zapowiedziany przez proroków, który zstą­pił na ziemię, aby zbawiać ludzkie dusze. Nie będziesz miał innych bogów przede mną”. „Boży ludzie” — tak nazywa­no chłystów — wierzyli, że Bóg się wciela w każdego z nas, jak ongiś się zrodził w Jezusie Chrystusie — wystarczy radief i krużit'. (Chodzi o zbiorowy rytuał „zawirowań”, wiodących do odmiennych stanów świadomości, niekiedy halucynacji, epilepsji i tym podobnych). Dla praktyk tych, często kończących się orgią, chłysty organizowali wspól­noty, tak zwane okręty. Ucząc, że seks to grzech, twierdzili, iż bez grzechu nie ma pokuty, a bez pokuty — zbawienia, zatem pożycie małżeńskie, tające grzech, jest gorsze niż on sam. W „okrętach” chłystów wszystko było wspólne: od mich do bab.

Współczesny filolog twierdzi, że chłystowski „okręt”, w którym Bóg był współobecny przy rytuałach, a wier­ni jednogłośnie powtarzali te same teksty, krążyli w za­mkniętej przestrzeni i razem przeżywali orgazm — to jedna z najmocniejszych metafor ludzkiej wspólnoty, zna­nych antropologii i historii. Tradycyjna ruska obszczina, ze wspólnym polem, obrzędem i prawem, pozostawiała na uboczu rodzinę i sprawy seksu — kolektyw ich się nie tykał. Natomiast idee chłystów, cementując wspólnotę, pociągnęły eksperymenty z rodziną i płcią. Do stabiliza­cji tego doświadczenia niezbędna jest wiara. Prawdziwy komunizm może być osiągnięty tylko we wspólnocie ero­tycznej i mistycznej.

4

W 1772 we wsi Bogdanowka zaniepokojona policja za­rejestrowała trzynastu mużyków „...bez jaj, podniesiono alarm, sprawca zbiegł...” — tak się zaczyna historia jednej z najdziwniejszych sekt w dziejach świata, sekty „białych gołębi”, w której ruski radykalizm znalazł najpełniejszy wyraz. Pojedyncze przypadki samokastracji z pobudek re­ligijnych bywały i wcześniej, choćby kazus Orygenesa, i na Rusi można przypomnieć paru monachów-rzezańców śród pieczerskiej braci, na przykład Jefrema, późniejszego me­tropolitę kijowskiego, czy inoka Moisieja, którego... Polka otrzebiła, opisanych w Pateryku. Lecz dopiero pod koniec XVIII stulecia w Rosji skopczestwo przyjęło formy sekty religijnej, wyłaniając się z chłystowskich „okrętów” niby nowy zakon. Na czele stanął starzec Seliwanow, Bóg i car w jednej osobie, bo się podawał zarazem i za wcielenie Pana Boga, i za Jego Wysokość Piotra III, mieszając mistykę z po­lityką. Seliwanow głosił, że zbliża się Koniec Świata i star­czy otrzebić sto czterdzieści cztery tysiące braci i sióstr, by Sąd Ostateczny nastąpił. Sąd się odbędzie w Moskwie pod przewodnictwem Seliwanowa, który do tego czasu zasią­dzie na carskim tronie. Karać się będzie za lepost', czyli za stosunki płciowe, grzech straszny, który zżera świat i robi z ludzi bydło, zamiast aniołów. Aby aniołem się stać, należy grzech odkupić, to znaczy... otrzebić się.

Gra słów w ruskim języku: iskuplenije/oskoplenije (od-kupienie/otrzebienie) oddaje sens metafizyczny odkupie­nia grzechu pierworodnego przez rzezańców. Według ich nauk, pierwsi ludzie byli bezpłciowi, to jest nie posiadali narządów płciowych. Za to mieli pełną swobodę, nie mogli tylko dotykać drzewa poznania. Za złamanie zakazu Bóg ich ciężko pokarał: na ciele Adama i Ewy pojawiły się or­gany, będące kopią drzewa poznania. Pień wyrósł jako prą­cie, jabłka — jako cycki. Tylko chirurgiczna interwencja, czyli obcięcie grzesznych członków, może zbawić człeka od grzechu pierworodnego. Operacje robiono rozżarzonym żelazem i nazywano „chrztem ogniowym”, „sadzaniem na białego konia”, niekiedy „pieczęcią”. Rozróżniano „małą pieczęć” — odcięcie jąder u mężczyzn, sutków u kobiet — lub „carską pieczęć” — oderżnięcie prącia u nasady, piersi „do samej kości”. Kobietom wyrzynano też wargi sromowe, co prowadziło do zrastania pochwy. Na starych policyjnych fotografiach (mam je przed sobą!) trudno rozróżnić śród gołych rzezańców, kto z nich jest kobietą, a kto mężczyzną. Zaiste, bezpłciowe anioły.

Nauki Seliwanowa znalazły posłuch. Rychło posypały się donosy. To tu, to tam, donoszono o nowych otrzebieniach. „Okręty” rzezańców powstawały jak grzyby po deszczu... w guberni orłowskiej, kałuskiej, kurskiej, tulskiej, tambowskiej, moskiewskiej, petersburskiej. Trzebili się chło­pi, żołnierze i kupcy, wiejskie kumoszki i mieszczki. Skoro się okazało, że styl życia trzebieńców, w tym abstynencja, wegetarianizm, sprzyjają robieniu pieniędzy. Bogate „okrę­ty” przekupują policję, rozwijają biznes, mają wpływy na dworze. Starzec Seliwanow, po krótkiej zsyłce na Sybir, wraca triumfalnie do Petersburga, jest hołubiony w wyż­szych sferach, jak sto lat później inny starzec — Rasputin. Potem koniunktura spada, skopców prześladują, zsyłają, męczą. Seliwanowa zamknęli w Spaso-Jewfimijewskim monastyrze w Suzdalu, tam trafił na... „okręt” naszego rodaka, o którym za chwilę. Mimo represji sekta się roz­wija i nowe „okręty” się rodzą w najbardziej nieprawdo­podobnych miejscach: w garnizonie piechoty morskiej w Kronsztadzie, w 95 rocie na Kaukazie, w sołowieckich kazamatach... Tutaj też, na Sołowkach, można znaleźć śla­dy ostatnich trzebieńców — w archiwach SŁON-a.

Filolog zauważa: „Kastracja wiąże człowieka ze wspól­notą tak mocno, jak nie mogła tego zrobić jakakolwiek więź ekonomiczna czy ideologiczna. Zależność od wspólnoty za­wsze się rozbijała o siłę płci — miłości do jednostki, nie do wspólnoty. Kastracja likwiduje ten problem. Kastracja zamyka dla partnera i otwiera dla kolektywu. Kastracja czyni komunizm możliwym, ba, niezbędnym”.

Mariusz Wilk

Mariusz Wilk (ur. 1955) — pisarz-włóczęga, od dwudziestu lat mieszka na północy Rosji. Od końca lat siedemdziesiątych działacz opozycji, więziony w stanie wojennym. Współautor książki Konspira: rzecz o podziemnej „Solidarności” (1984). Po 1989 roku porzucił cywilizację i zamieszkał na Północy. Swoje przeżycia opisywał na łamach paryskiej „Kultury”, „Zeszytów Literackich” i „Rzeczpospolitej” — te podróżnicze eseje złożyły się na książki Wilczy notes (1998), Wołoka (2005), Dom nad Oniego (2006) i Tropami rena (2007). W roku 2006 został uhonorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2009 roku przyszła na świat jego córka, Marta Matylda.

 

ZOBACZ:  WYWIADY Z MARIUSZEM WILKIEM

>>o radości późnego ojcostwa

>>o książce "Lotem gęsi"

>>o tym, co nowego wniósł do literatury polskiej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot.Natasza Wilk

Z tą książką zamawiano również:

Cena: 27.00 zł

Cena: 30.00 zł

Cena: 26.10 zł

Cena: 29.00 zł

Działy i serie