Szukaj według autora lub tytułu:

szukanie zaawansowane

DARMOWA WYSYŁKA
BRAKUJE: 65.00zł

nie masz książek w koszyku

karta książki

okładka
  • Tytuł oryginału: Kładbiszczenskije istorii
  • Język oryginału: rosyjski
  • Przekład: Wiktor Dłuski
  • Oprawa: broszurowa
  • Format: 145 × 235 mm
  • ISBN: 978-83-7392-252-5
  • Data wydania: styczeń 2008, wydanie II
  • Ilość stron: 228

Cena: 23.40 zł

Cena: 26.00 zł

Borys Akunin

Historie cmentarne. 1999-2004

Czytelnicy w Rosji, w Polsce i wielu innych krajach dobrze już znają Grigorija Czchartiszwiliego, krytyka literackiego, eseistę, tłumacza z japońskiego, a zwłaszcza – autora blisko dwudziestu powieści kryminalnych pisanych pod pseudonimem Borys Akunin. W tej książce połączył on swoje dwa wcielenia i otrzymaliśmy 6 poważnych esejów o najsłynniejszych światowych cmentarzach (w Moskwie, Londynie, Paryżu, Jokohamie, Nowym Jorku i Jerozolimie) i 6 pasjonujących opowiadań z nimi związanych.

„Wiecie, co mnie najbardziej intryguje w mieszkańcach Moskwy, Londynu, Paryża, Amsterdamu, a tym bardziej Rzymu czy Jerozolimy? To, że większość z  nich nie żyje.”

Brzmi intrygująco, nieprawdaż? Warto więc wyruszyć na spotkanie kapitana milicji Czuchczewa czy starego znajomego Erasta Fandorina, żeby dowiedzieć się więcej...

 
 

Fragment książki

pokaż

Grigorij Czchartiszwili

VOILÀ UNE BELLE MORT, CZYLI ŚMIERĆ PIĘKNA

Tu człowiek czuje się Napoleonem na polach Austerlitz. Wszędzie uczta śmierci, dużo spiżowej broni, malowniczo ułożonych ciał i co jakiś czas ma się ochotę zawołać: Voilà une belle mortl*

Voila un beau cimetière**. Rzecz nie w wypielęgnowaniu i nie w rzeźbiarskiej urodzie, tylko w absolutnej harmonii z ziemią, w której wykopano tych 70 000 dołów. Włócząc się po alejach, ani na minutę nie zapominamy, że jesteśmy na ziemi francuskiej, nawet jeśli trafimy do sektora ormiańskiego czy żydowskiego. I jeśli na Starym Dońskim cmentarzu w Moskwie ma się wrażenie, że pochowana jest tam dawna, zmarła Rosja, to Francja cmentarza Père-Lachaise wygląda na całkiem żywą i pełną energii. Rzecz mo­że w tym, że jest to główna nekropola kraju, a tego rodzaju miejsce przypomina filtr: wszystko, co zbędne, nieczyste, nieistotne, zapada się pod ziemię; zastaje sucha reszta, for­muła narodowej swoistości.

Francja to jeden z nielicznych krajów, którego obraz każdy tworzy sobie już w dzieciństwie. Ten mój obraz jest taki sam jak u większości: d'Artagnan (w tejże roli Napole­on i Fanfan-Tulipan), Wielki Mistrz templariuszy (takoż hra­bia Saint-Germain i hrabia Monte Christo) i, oczywiście, Manon-Lescaut (takoż królowa Margot i madame de Pompadour). Można określić tę triadę również inaczej, i to po francusku — słowa są zrozumiałe bez przekładu: aventure, mystère, amour. Klisza zestawiona z książek i filmów jest tak trwała, że żadne uzyskane później wiadomości, a na­wet osobista znajomość z rzeczywistą Francjąynie są w sta­nie tego obrazu zmienić czy choćby w istotny sposób uzu­pełnić. A co najważniejsze — sami nie mamy ochoty go zmieniać. Prawdziwa, nie książkowa Francja jest równie nudnym i prozaicznym krajem jak wszystkie kraje świata. Jej mieszkańcy interesują się najbardziej nie miłością, przygodami i mistyką tylko podatkami, nieruchomościami i ceną benzyny. Dlatego Père-Lachaise to prawdziwa ra­dość dla frankofilów, do których zalicza się 99 procent ludzkości, z wyjątkiem bodaj tylko korsykańskich i nowokaledońskich separatystów. Na Père-Lachaise nie ma ani benzyny, ani podatków. Nieruchomość, co prawda, jest tu reprezentowana bardzo naocznie, ale metafizyczny sens tego słowa wyraźnie przeważa nad jego składnikami ko­mercjalnymi.

Skoro zaś mowa o komercji, to pierwszą siedemnastohektarową działkę na wzgórzu Charonne miasto Paryż na­było od prywatnych właścicieli 23 prairiala XII (i ostatniego) roku I Republiki, czyli w roku 1804. Cmentarze leżące w granicach miasta przekształciły się w rozsadniki czynni­ków antysanitarnych, wobec czego merostwo zarządziło przeniesienie milionów szkieletów do Katakumb, a dla no­wych nieboszczyków założyło parkopodobne nekropole na przedmieściach.

Cmentarz najpierw nazwano Wschodnim, ale przyjęła się inna nazwa, obecna. Oznacza ona „Ojciec Lachaise" — kiedyś dożywał tu swoich dni słynny François de La ChaiSe, spowiednik Króla Słońce. "

W pierwszych latach, tak jak to zwykle bywa, mało kto chciał chować drogich krewnych w mało prestiżowym za­padłym kącie, dlatego władze zdecydowały się na roztrop­ne pi-arowskie posunięcie: przesiedliły na Père-Lachaise pewną liczbę „gwiazd”. Początek byt nie w pełni udany — przeniesienie szczątków Ludwiki Lotaryńskiej, niczym niewyróżniającej się małżonki niczym niewyróżniającego się Henryka III, nie uczyniło cmentarza modnym. Ale to jest Francja i za to ją kocham najbardziej: tu od niepamiętnych czasów literatura znaczyła więcej niż monarchia. Kiedy w roku 1817 roku na wzgórze Charonne przeniesiono do­czesne szczątki Abelarda, Lafontaine'a, Moliera i Beaumarchais'go, pogrzeb na Père-Lachaise zaczęto uważać za wy­soki zaszczyt. I to był też początek tutejszej turystyki. 

* Jaka piękna śmierć! (fr.).

** Jaki piękny cmentarz! (fr.).

BORYS AKUNIN

DAJ MI UCAŁOWAĆ SWE USTA

Pół roku temu, pracując w archiwum londyńskim, Pa­sza natknął się na list jednego z tych piętnastu ludzi, którzy 3 grudnia 1900 roku odprowadzali w ostatnią drogę ciało zhańbionego odszczepieńca. Postać Oscara Wilde'a dawno interesowała Paszę — już nie pierwszy miesiąc krążył nad biednym pedziem, niczym czarny kruk z ballady.

Postać kultowa, naśladowców masa, każda pozostała po klasyku relikwia sprzedaje się za grube pieniądze, ce­ny idą w dziesiątki tysięcy funtów. I to za byle fidrygałek, a tymczasem, jak wynikało z pamiętników, miłośnik zielonych goździków nosił na małych palcach dwa uni­kalne pierścionki z wielkimi szmaragdami. Wierzył, że jeden z nich (ten z prawej ręki) przynosi mu szczęście, a drugi (z lewej) nieszczęścia. Ponieważ bez smutku nie ma radości, Wilde nigdy nie rozstawał się z obu pierście­niami. Rozumie się, dopóki siedział w więzieniu karnym, musiał obchodzić się bez talizmanów, ale ledwie wyszedł na wolność — założył je na nowo. Wielu pamiętnikarzy podkreśla ze zdziwieniem, że wygnaniec nie sprzedał ani nie zastawił swoich szmaragdów nawet wtedy, kiedy zo­stał bez grosza. Przesiadywał w ulicznych kawiarniach, sączył absynt i czekał, aż obok przejdzie ktoś z jego licz­nych paryskich znajomych i zapłaci za niego rachunek. Czasem oczekiwanie przeciągało się. Frederic Boutet wspomina, że zobaczył Wilde'a w kawiarni przy bulwa­rze Saint-Germain w ulewny deszcz. Pisarz siedział zu­pełnie samotny, przemoknięty na wskroś, w obwisłym kapeluszu, a przecież królewski: masywny pod­bródek opierał o rączkę laski, na grubych palcach poły­skiwały szmaragdowe skarabeusze, a gest, jakim Wilde przywołał znajomego, był wytworny i majestatyczny.

Gdzie potem podziały się pierścienie — oto co inte­resowało Necrophorusa. W muzeach ich nie było, na aukcjach nigdy nie wypłynęły. Czy przypadkiem nie leżą w trumnie na cmentarzu Père-Lachaise?

List niejakiego Sybilla Hamptona, który z ciekawości przyszedł na pogrzeb otoczonego skandaliczną sławą pi­sarza, wspaniale potwierdził tę hipotezę, przynajmniej w połowie.

Z opublikowanych notatek innych uczestników uro­czystości żałobnej wiadomo, że przy wykopanej już mo­gile doszło do nieprzyjemnego incydentu — nieprzyjemnego do tego stopnia, że ci dobrze wychowani panowie, jakby się umówili, woleli go nie opisywać. Z ich mgli­stych relacji można zrozumieć tylko tyle, że znienawi­dzony przez wszystkich lord Alfred Douglas, l'homme fatal, który zgubił biednego Oscara, urządził tam jakąś obrzydliwą scenę.

Jeden tylko mister Hampton, którego z nieboszczy­kiem nic nie łączyło, z zapałem plotkuje o tym, co się stało, w liście do swojej londyńskiej przyjaciółki. Ociera­jąc dłonią rozpalone czoło, Pasza czytał: „O tym, co działo się potem, mogę opowiedzieć tylko Tobie, ponie­waż wiem, miła przyjaciółko, że ze swoim taktem potra­fisz zachować ten nieapetyczny epizod w tajemnicy — damy i dżentelmeni obecni na pogrzebie tak się umówi­li, co jest zupełnie zrozumiałe, jeśli wziąć pod uwagę nie­zdrowe zainteresowanie, przejawiane przez określoną część prasy wobec wszystkiego, co związane jest z imie­niem nieszczęsnego mister Wilde'a. A zatem, jak już pisałem, „Bogu podobny Bosie” (podobno tak właśnie nieboszczyk nazywał swojego efeba) pojawił się na cmentarzu spóźniony. Nie przeszkodziło mu to wybuch­nąć rozgłośnym szlochem. Mnie omal nie zemdliło, kie­dy ten wulgarny jegomość (i pomyśleć, że to syn marki­za Queensberry!) wskoczył do dołu i zaczął ryczeć, by go zakopano razem z „ubóstwianą Salome”. Koniec koń­ców, oczywiście, wylazł stamtąd, ale najpierw wycałował wargi nieboszczyka, jak wyraża się mój lokaj Toby, „z ję­zyczkiem”. Przez ten czas wszyscy obecni zdążyli nabrać tak głębokiego obrzydzenia dla młodego pajaca, że nikt nawet nie zaprotestował, kiedy ściągnął z prawej ręki zmarłego szmaragdowy pierścień i uroczyście nasadził go sobie na palec, wołając: «Teraz jesteśmy na wieczność zaręczeni!...»”

Z prawej, a więc Pierścień Szczęścia — gorączkowo kombinował Leńkow. Lord Alfred wiedział, gdzie stoją konfitury. Tylko że powodzenia pierścień mu i tak nie przyniósł. Bosie szybko przeputał spadek po tatusiu i umarł w nędzy.

 

Borys Akunin

Boris Akunin (właśc. Grigorij Czchartiszwili), eseista, tłumacz i pisarz, urodził się w 1956 roku w Gruzji; od 1958 mieszka w Moskwie. Znany jest przede wszystkim jako autor tłumaczonych na wiele języków serii powieści kryminalnych: "Przygody Erasta Fandorina", "Prikluczenija magistra" ("Przygody magistra") i "Prowincjonalny kryminał, czyli przygody siostry Pelagii" - ten ostatni cykl ukazuje się w naszej oficynie. Jego utwory reprezentują tzw. literaturę środka, plasując się pomiędzy wielką literaturą rosyjską a literaturą sensacyjną. W roku 2000 Akunin otrzymał zaszczytny tytuł rosyjskiego pisarza roku.

Z tą książką zamawiano również:

Cena: 19.80 zł

Cena: 22.00 zł

Cena: 22.50 zł

Cena: 25.00 zł

Cena: 15.30 zł

Cena: 17.00 zł

Recenzje:

Data 24 maja 2008

Autor Pan Slawista

Ocena: 

źródło: "Pan Slawista", 3/2008 całość na: www.pan-slawista.pl

Po zakończeniu twórczej prezentacji odmian powieści sensacyjnej, jaką były trzy serie kryminałów Akunina, autor rozpoczął nową część projektu zatytułowaną Gatunki. W lutym 2005 roku w tygodniowych odstępach ukazały się trzy nowe utwory sygnowane nazwiskiem Borysa Akunina. Tytuły powieści mówią same za siebie: Książka dla dzieci, Powieść szpiegowska, Fantastyka. W planach autora znajdują się także inne gatunki: saga rodzinna, powieść produkcyjna, powieść grozy, romans. Warto zauważyć, że podobną grę z czystymi gatunkami literackimi prowadzą także inni współcześni pisarze. Na tym pomyśle opiera swoje powieści także Michal Viewegh, czego przykładem jest znana w Polsce Powieść dla kobiet oraz przygotowywana obecnie do wydania w Czechach Powieść dla mężczyzn.

Ciekawym przedsięwzięciem literackim, którego nie sposób już jednoznacznie określić mianem twórczości popularnej, jest wydana w październiku 2004 roku książka Historie cmentarne, którą polscy czytelnicy mogli poznać w przekładzie Wiktora Dłuskiego opublikowanym przez wydawnictwo Noir sur Blanc. Utwór ten jest dwugłosem autorów: Borysa Akunina i jego twórcy Grigorija Czchartiszwilego. Pasja eseisty łączy się tutaj z talentem beletrysty. Spotkanie tych dwóch osobowości, występujących dotąd oddzielnie, stwarza nową literacką przestrzeń, miejsce dialogu, wspólnych inspiracji i odmiennych twórczych rozwiązań. Historie cmentarne potwierdzają przynależność Czchartiszwilego do grona współczesnych pisarzy-postmodernistów, są komentarzem do własnej twórczości, spotkaniem z samym sobą i z rzeczywistością zewnętrzną.

Tematem książki są wędrówki po słynnych światowych cmentarzach, traktowanych jako ważne teksty kultury, świadectwo nie tyle przeszłości, co teraźniejszości. Poetyckie eseje literaturoznawcy są przeplatane zagadkowymi, sensacyjnymi opowiadaniami sprawnego prozaika. Czchartiszwili zaznacza, że jest to dla niego utwór szczególny, dzieło, które powstawało w przeciągu pięciu lat, co odróżnia je od pisanych z założenia seryjnie powieści popularnych.

Działy i serie