I Myślałem jednak: „Co jest w wodzie?”, a serce aż mi podskoczyło… Dziwne, od tamtej chwili zacząłemmarzyć o morzu. Jean Rhys Nagłym szarpnięciem nieznajomy wyciągnął jej głowę z beczki, zanim straciła przytomność i stała się zjawą. Jej sina, napuchnięta twarz nie przedstawiała się obiecująco. Czy już była martwa? Młodzieniec usłyszał charczenie dobiegające z jej klatki piersiowej i potrząsnął bezwładnym ciałem, żeby je ocucić. Obawiając się najgorszego, rozejrzał się po opustoszałym zaułku, sprawdzając, czy nikt go nie widzi, i położył dziewczynę na ośnieżonym chodniku, owinąwszy ją swoim płaszczem. Drżąc na całym ciele, przytknął usta do jej ust i dmuchał raz po raz, ogrzewając jej policzki własnym oddechem. Usunął jej z uszu zaschniętą krew, żeby mogła go usłyszeć. Nozdrza poruszyły się niezauważalnie, pociemniałe dziurki od nosa zaczęły powoli odzyskiwać różowawy odcień. Ann zamrugała oczami i wbiła turkusowe spojrzenie w niewyraźną twarz swojego wybawiciela. W tej chwili szósty zmysł (a mon seul désir) dał o sobie znać, dziewczyna zacisnęła szczęki ze złością, zebrała siły i wyciągnąwszy ręce, chwyciła go z całej siły za jedwabną koszulę, jakby chciała go udusić. Mężczyzna odepchnął ją, zabrał swój płaszcz i bez namysłu zaczął biec, przerażony spotkaniem z demonicznym charakterem Ann. Świt opromienił pomarańczowym światłem kontury dachów i w tej samej chwili zaczął padać drobny śnieg. Dziewczyna wstała, przeklęła swojego ojca, tego upartego Irlandczyka, niegdyś prokuratora w Country Cork, który zrobił dziecko służącej i wywiózł ją w świat, czyniąc z dziewczynki bękarta. W 1698 roku, kilka miesięcy po tym, jak zdrada została przypieczętowana narodzinami Ann i po tym, jak obydwa te wydarzenia stały się przyczyną skandalu, William Cormac zapragnął powrócić do małżeńskiego łoża. Usprawiedliwiał się, wmawiając żonie, że to nie była żadna zdrada, bo służącą znał jeszcze przed ślubem i było to tylko nic nieznaczące potknięcie. W odpowiedzi na to zdradzona małżonka nie tylko zażądała natychmiastowego zwrotu wszystkich dóbr, jakie jej się należały, ale także nie zawahała się wyzuć go z ostatniego grosika, jaki miał w portfelu. William Cormac, balansujący na krawędzi wieku dojrzałego, i Mary Brennan, rudowłosa piękność, matka Ann, uciekli, raczej jako wygnańcy niż emigranci z Irlandii, ścigani przez plugawe obelgi, które według niektórych były niesprawiedliwe. Postanowili ruszyć w drogę do Charlestonu w Nowej Anglii, gdzie ojciec Ann znalazł pracę adwokata, a potem osiedli w Karolinie Południowej. Tam William Cormac zdobył poważanie, dorobiwszy się majątku, który rozwiązał jego problemy finansowe, pozwolił mu kupić ziemię i odnieść sukces w roli plantatora. Życie jednak upływało mu monotonnie, był niewolnikiem swoich interesów, zmuszony często opuszczać żonę i córkę, którą w pierwszych latach życia kazał ubierać jak chłopca, żeby jej nie rozpoznano – bał się zemsty swojej byłej żony i jej krewnych. Pan Cormac zajęty był wtedy przede wszystkim tworzeniem czegoś, co nazywał „rozkwitającym imperium”. Obydwie kobiety, choć czuły się kochane przez męża i ojca z oddali i rozpieszczane romantycznymi listami oraz dyskretnymi, a jak najodpowiedniejszymi podarunkami, skarżyły się na dotkliwą samotność, w której pogrążyła je żądza bogactwa. Dlatego pan Cormac postanowił zatrudnić służącą, która zajmowałaby się wszystkimi obowiązkami domowymi, a przede wszystkim dotrzymywała towarzystwa dorastającej dziewczynie. To, co dla Mary Brennan stało się częściową ulgą, dla Ann bardzo prędko zmieniło się w koszmar. Postanowiła znów ubierać się stosownie do swojej płci i często uciekała daleko od macierzyńskiej opiekuńczości. Panna Beth Welltothrow, dziewczyna o nieciekawym wyglądzie, na pierwszy rzut oka nadwrażliwa, sprawiała wrażenie chodzącej doskonałości i z subtelnym mistrzostwem szybko nauczyła się poruszać po wertepach intymnego życia trojga członków rodziny, specjalizując się we wścibianiu nosa w ich najbardziej skrywane tajemnice. Odkryła i wykorzystała na swoją korzyść słabości każdego z nich. Była sprytna, działała ostrożnie i umiała doprowadzać ludzi do całkowitej zależności, posługując się drobnymi szczegółami i zdobywanymi codziennie informacjami. Udawała niewinność i absolutne oddanie w obecności pana domu, nieustannie zatruwała panią domu komentarzami na temat nieobecności męża, która według niej była przyczyną fatalnego rozwoju Ann i jej kapryśnego temperamentu, czyniącego z dziewczyny nieokrzesaną diablicę. Według niej nagłe buntownicze porywy miały swoje uzasadnienie: brak równowagi emocjonalnej w rodzinie. Doszła do wniosku, że porażki w wychowaniu dziewczyny były wynikiem z jednej strony nieobecności ojca, a z drugiej gnuśności matki. Oczywiście – mówiła niewinnym tonem i wyszukanymi słowami – pani jeszcze taka ładna i delikatna, prawdziwa szkoda, żeby jej świeże ciało przekwitało głodne pieszczot, pragnące namiętności. Nieraz zdarzało się, że Beth Welltothrow pozwalała swej szorstkiej dłoni opaść niby przypadkiem na ledwie osłoniętą przejrzystym tiulem pierś Mary Brennan albo w ramach pocieszania masowała jej gładkie plecy, dolewając z metalowego dzbana gorącej wody do kąpieli. Od kiedy guwernantka Beth Welltothrow rozsiadła się w salonie na jednym z obitych adamaszkiem foteli w kolorze koniaku, Ann ją znienawidziła, wyłącznie instynktownie. Nie spodobały jej się te mysie oczka, w których niemal brakowało miejsca na białka, zauważyła, że Beth uśmiecha się, prychając pod nosem, zagryza fałszywie wargi – na dodatek obrzydliwie wąskie – wreszcie odstręczał ją gruby strój, okrywający niechlujne ciało, i niezgrabny kok w kolorze popiołu. Mimo że guwernantka była młoda, Ann zawsze widziała w niej starą wiedźmę ze strasznych bajek. Ann się nie myliła, Beth Welltothrow nie miała dobrych zamiarów. Była typem osoby, która jest przyzwyczajona do manipulowania innymi, szantażowania i wykorzystywania. Jak ryba w wodzie czuła się w społeczeństwie, gdzie rządziła pogoń za nowinkami i żądza zysku, która chroniła niegodziwców takich jak ona, a krzywdziła tych, którzy naprawdę mieli na względzie dobro Nowej Anglii. Kiedyś spotka kogoś równego sobie – mamrotała do siebie czasem w rozmarzeniu. Beth Welltothrow nie robiła niczego nadzwyczajnego, przeciwnie, dla kogoś takiego było to zupełnie naturalne: po prostu starała się okraść pana Cormaca z jego pieniędzy, zajść z nim w ciążę, a w tym czasie knuć intrygi, sypiając z Mary Brennan, i wreszcie pozbyć się bękarta, jak nazywała Ann. Wysłać ją jak najdalej. Ludzie, którzy znali Beth i wiedzieli o jej niecnych zamiarach, nie przyszli do rodziny Cormaców, żeby ostrzec ich przed niebezpieczeństwem.